Są takie miejsca na świecie, gdzie czas nie ucieka i nie trzeba go gonić. Panuje tam dziwny spokój, bo chociaż życie toczy się tam pozornie jak wszędzie, to przy bliższym przyjrzeniu się człowiek odkrywa pewien zaskakujący fakt: nikt się tam do nikąd nie śpieszy.
Znam kilka takich miejsc na świecie. Do tej listy właśnie dopisałam kolejne – mała wioskę na wybrzeżu Brazylii, gdzie byłam kilka dni temu.
Wioska ta nazywa się Jericoacoara, w skrócie: Jeri. Kiedy mieszkali tam rybacy, a potem zaczęli przybywać poszukiwacze przygód i „hipisi”. Słowo „hipis” napisałam w cudzysłowie bo nie chodzi o uciekinierów z krainy Dzieci Kwiatów w San Francisco, którzy poszukiwali dragów i wolnej miłości. Chodzi raczej o ludzi, którzy szukali życia wolnego od zakładów pracy, biur, szefów, wypłat i tego, co wiąże się z codziennym zniewoleniem.
To miejsce znaleźli na wybrzeżu w północno-wschodniej Brazylii, niedaleko Fortalezy. W wiosce rybackiej Jeri na plaży czekały łódki, a nieopodal wznosiła się ogromna wydma żółtego piasku, której nadano potem nazwę Wydmy Zachodzącego Słońca, bo z jej szczytu świetnie widać jak słońce zanurza się wieczorem w oceanie.
Magia takich miejsc jak Jeri polega na tym, że człowieka wpada do nich na chwilę, rozgląda się dookoła i nagle dociera do niego świadomość, że kiedy stąd wyjedzie, to ocean wciąż będzie szumiał, ludzie będą konno jeździli po plaży, w restauracjach będzie pachniała ryba i gorący sos, będą furkotały parasole na piasku, a łodzie będą się kołysały na falach przypływu.
Ty wyjedziesz, a tu codziennie rano ktoś będzie siadał przy tym stoliku pod palmą i pił kawę na śniadanie, zagryzając ją plastrami świeżego ananasa.
Wiatr będzie przeganiał chmury, a po południu będzie lał tropikalny deszcz, ściekający dużymi kroplami po rozłamanych liściach palm.
Zapytania z Google:
- miejsca na świecie
- herbaty w brazylii









